Z góry przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale nie miałam chwilowo internetu i czasu. Ten rozdział jest ostatni i dedykuje go mojej przyjaciółce Yumi. Miłego czytania kochani ^^.
P.S. Ktoś to czyta? Piszcie w komentarzach swoje opinie...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Weszłam do domu i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Może to dziwne ale ja kocham biegać, nawet po domu, przez co czasami mam złamany palec albo coś w tym stylu... Ale nic, rzuciłam plecak na łóżko i od razu wzięłam się za ściąganie mundurka. Nagle usłyszałam dźwięk wiadomości.
"Przyjdziemy po ciebie o 19:00."
No fakt zapomniałam już o tym, mimo, że minęło niecałe 10 min. Skleroza nie boli.
"Okok będę czekać."
Popatrzyłam na zegarek, 16:30.
-Mam jeszcze czas, więc może zadzwonie do koleżanki. Wiki stop. Przestań gadać do siebie.
Odpaliłam skype i zadzwoniłam do Kingi. Od razu przywitał mnie miły głos po drugiej stronie.
-Hej Wika. Czemu tak długo nie dzwoniłaś?
-Oj no przepraszam, ale jakoś tak zapomniałam o i muszę ci o czymś...
-Przepraszam, tylko tyle ja się tu o ciebie martwię, że coś ci się stało a ty po prostu zapomniałaś?!
-Przepraszam, przepraszam, przepraszam. No ale chcesz posłuchać co mam ci do powiedzenia?
-No mów, co jest tak ważnego.
-No a więc, poszłam do szkoły...
Opowiedziałam jej całą historię, o tym jak poznałam tą bande debili.Rozmawiałam z nią 2 godziny i rozmawiała bym dalej, ale było już późno i musiałam się przygotować. Pobiegłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, pomalowałam się i poszłam do pokoju. Stanęłam przed szafą i wyciągnęłam z niej jasne dżinsowe rurki, biały t-shirt, letnią kurtkę i full capa. Wychodząc z domu stanęłam przed lustrem w korytarzu i stwierdziłam, że jednak zrezygnuje z czapki. Ubrałam buty, wyszłam z domu i już miałam napisać do nich gdzie są, ale przedemną staną Jimin.
-Hej
-Hej, nie mieliscie wszyscy przyjsc?
-Stwierdziliśmy, że ja po ciebie przyjdę, a oni już są u Tae.
-A ok. To idziemy?
-Jasne.
Przez połowę drogi szliśmy w ciszy, ale ciszę tę przerwał mój przyjaciel.
-Wiesz, że Taehyung cię lubi?
-Wiem.
-Ale tak bardzo, bardzo.
-Ja też.
-Wiesz, odkąd przyjechałaś on znowu zaczą się uśmiechać..
-Znowu?
-No tak. Bo wiesz nasz Tae bardzo szybko się przywiązuje do ludzi i to go niedawno zgiubiło. Ta dziewczyna z waszej klasy, ta co ma włosy po pas, wiesz która?
-No wiem i co z nią?
-Bo ona chodziła kiedyś z Tae i jak oni chodzili ze sobą, to ona go na boku zdradzała. A jak on się o tym dowiedział, to się po prostu załamał. Przez 2 tygodnie siedział u siebie w pokoju, a jak już go namówiliśmy żeby poszedł do szkoły wtedy ty przyszłaś i od razu zaczą się uśmiechać.
-Nie wiedziałam, ale wiem co on przeszedł...-łzy zaczęły mi napływać do oczu, ale natychmiast się ocknęłam-To kiedy będziemy?
-Yyy... Już jesteśmy. To ten dom.
Wskazał palcem duży, popielaty dom. Ma on może z 4 piętra, plus poddasze.
Skierowaliśmy się do drzwi. Stałam za Jiminem, kiedy drzwi się otworzyły.
-Hej już jesteście? Szybko wam to poszło.
-Dobra Tae, może byś nas wpuścił?
-A już. Proszę bardzo.
Weszłam do środka i skierowałam się z Tae i Jiminem, przypuszczam, że do salonu, gdzie była reszta. W środku była duża, czerwona kanapa, dwa fotele do kąpletu i dwa, czarne, małe fotele. Ściany były biało, czarno, czerwone i był tu też kominek, nad którym był wielki telewizor. Wszyscy się popatrzyli w moją stronę kiedy weszliśmy.
-Hej, co się tak patrzycie. Jak byście ufo zobaczyli.
Wszyscy wybuchli śmiechem, a ja nie wiedziałam o co chodzi.
-Wypraszam sobie-powiedział obużony Tae.
-Nie rozumiem.
-No bo ufo to jedna kilku z ksywek Taehyunga-odezwał się ze łzami w oczach Seokjin
-Jedna z kilku?
-No na przykład czasami go też nazywamy V, bo zawsze wygrywa.
-Acha, w takim bądź razie przepraszam.
-Nie no spoko, nic się nie stało.
~kilka długich godzin później~
Obudziłam się na kanapie. Nikogo dookoła nie było, a byłam przykryta kocem, a głowę miałam na... A tak wogóle to na czym mam głowę, a z resztą ide spać...
~rano, albo przed połódniem~
Wstałam i oślepiło mnie jasność słońca za oknem, w końcu był już czerwiec. Usłyszałam jakieś głosy dobiegające z kuchni. Nie miałam już głowy na czymś, a raczej na kimś. Postanowiłam wstać i pójść do pomieszczenia z którego dobiegają głosy. Po drodze zachaczyłam o łazienkę, żeby zobaczyć stan moich włosów i stwierdziłam, że jest już ok.
Kiedy weszłam do kuchni rozmowy nie ucichły, więc postanowiłam dosiąść się do stołu. Na stole były kanapki, dwa wolne kubki, zapewnie jeden dla mnie, a ten drugi to nie wiem i czajnik z kawą. W sumie nikt nie zwracał na mnie uwagi więc nalałam sobie kawy, wzięłam jedną kanapkę i rozmyślałam nad tym dla kogo jest ten drugi kubek, pewnie im się pomyliło. Kiedy tak rozmyślałam do kuchni wszedł Tae.
-Hej wszystkim.
-Gdzie byłeś Tae?-podszedł do niego najmłodszy i obją go ramieniem-Jeszcze wczoraj wieczorem byłeś w salonie z Wiki, a jak wstaliśmy to już cie tam nie było.
-Ja tu jestem Kookie.
-O nona, nie zauważyłem cię. No Tae gdzie byłeś.
-Po pierwsze daj mi usiąść, a po drugie byłem w łazience na dole, brałem prysznic.
I w tym momencie myślałam, że oczy mi z orbit wyjdą. Byłam przed chwilą w tej samej łazience i go nie zauważyłam?!? Oby nie okazało się, że on mnie widział.
-Jak ci się spało Wiki?
-Nawet dobrze.
-Ok-było już koło 13:00 według mojego telefonu, więc stwierdziłam, że będę już się zbierać. Poszłam do korytarza i zaczęłam ubierać buty, nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu-Co ty już idziesz?
-Już jest 13 Tae.
-A przyjdziesz później?
-Nic nie obiecuje, ale postaram się.
Tak więc wróciłam do domu i poszłam od razu do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny prysznicowej. Kiedy już się umyłam, przepasałam się ręcznikiem i poszłam do swojego pokoju. Popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 15:01.
-No cóż, czas się zbierać.-dałam sobie z liścia-Wiki przestań gadać do siebie.
Ubrałam się tym razem w miętową spódnicę, czarną koszulę bez rękawów i czarne Converse. Pobiegłam jeszcze tylko zrobić szybki makijaż i byłam gotowa.
-Jak się wczoraj bawiłaś.-nawet nie zauważyłam mojej mamy.
-Dobrze. Mamo ja wychodzę, wrócę późno.
-Dobrze, tylko uważaj.
Wyszłam z domu i skierowałam się do Tae. Moi rodzice byli spoko. Nie dawali mi zakazów i puszczali na imprezy, bo mi ufali...
Nawet nie wiedziałam kiedy byłam pod jego domem. Zadzwoniłam dzwonkiem i dzwi mi automatycznie otworzył V z wielkim uśmiechem na ustach.
-Przyszłaś. Wejdź.
-Hej.
Weszłam, ściągnęłam buty i poszłam za nim do salonu.
-A gdzie reszta?
-Oni chyba są u Jimina. Jak coś zawsze możemy tam pójść.
-Nie trzeba, możemy tu zostać. To co robimy?
-Yyyy...może poglądamy jakiś film?
-Ok. Wybierz coś.
Usiadłam na kanapie, a Tae zasłonił okna roletami i włączył film. Tak naprawdę nie skupiałam się na filmie, tylko cały czas patrzyłam się na jego piękne, ciemne oczy.
-Mam coś na twarzy?
-Nie, nie tylko..
-Co tylko?
Nie odpowiedziałam. Nasze twarze co raz to bardziej zbliżały się do siebie. Musną swoimi ustami moje. Nasz pocałunek co chwile stawał się coraz to bardziej namiętny. W końcu oderwaliśmy się od siebie.
-Szczeże powiedziawszy, to dzisiaj widziałem cię w łazience. Ale ty mnie nie zauważyłaś więc się nie odzywałem.
-Wiesz, mogłeś się odezwać albo coś, a przed chwilą patrzyłam na twoje oczy są takie piękne, tak w ogóle to ty jesteś cały piękny.-po tym co powiedziałam czuję, że się rumienię.
-Ty też jesteś śliczna. Wiki...zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak. Wprawdzie to ja chciałam żebyś się o to zapytał już dawno. Dzięki tobie mam nowe życie. Tae... j,ja cię kocham.
-Ja ciebie też Wiki, już zawsze będę cię kochał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz