Przyznam, że sama się przy nim trochę popłakałam.
HOPE YOU LIKE IT!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapowiadają się 4 rozdziały i dopiero od następnego będzie się zaczynać dramatyczny zwrot akcji. Przepraszam, że nie jest to aż tak dramatyczne opowiadanie, ale nie umiem takowych pisać.
P.S. scenariusz z Kookiem dla Pauli jest już w trakcie pisania i będzie dodany po tej wielorozdziałówce.
Hope you like it!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rano obudził mnie Jin. Nie chciało mi się wstawać i iść teraz do wytwórni, ale niestety musiałem.
Wstałem z łóżka i ledwo przytomny poszedłem do łazienki.
Oczywiście nie dane mi było od razu wejść, bo młoy zdążył mnie uprzedzić.
Po 10 minutach w końcu wszedłem, by zaraz po 5 minutach wyjść.
Poszedłem do swojego pokoju i się przebrałem. Kiedy byłem gotowy udałem się do kuchni, żeby coś zjeść. W środku zastałem całą szóstkę jedzącą śniadanie. Dosiadłem się do nich i przysłuchiwałem rozmowie. Po chwili ciszy odezwał się Tae.
-A wiecie, że Hobi hyung ma dziewczynę?
Od razu zacząłem się krztusić, a wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem.
-C-co?-tyle udało mi się wydusić.
-No to niby z kim wczoraj tak pisałeś i czyje imie mówiłeś przez sen? "Ji Rin, oh jaka ty jesteś piękna".
Od razu cały poczerwieniałem i spuściłem głowę. Czułem wzrok wszystkich na sobie i jeszcze ta niezręczna cisza, ale na szczęście uratował mnie Nam Joon.
-Tae zostaw go już, to jego sprawa z kim się spotyka i czy tak jest. A teraz idziemy, menadżer już na nas czeka.
Wszyscy wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy się do wyjścia. Przy drzwiach zatrzymałen Rap Mon'a.
-Dzięki.
-Nie ma sprawy hyung.
Obaj wyszliśmy ostatni i po chwili już jechaliśmy do studia.
Tak jak codziennie mieliśmy próbę przez 10 godzin. Kiedy już wychodziliśmy przed wejściem zobaczyłem znajomą twarz, po chwili paczania, już wiedziałem kto to. Podbiegłem do niej i od tyłu mocno przytuliłem.
-H-hobi?
-Zgadłaś.
Obróciła się do mnie przodem i wtedy podeszli do nas chłopcy. Tae zawiesił mi się na szyji, głupkowato się uśmiechając.
-To jest ta cała Ji Rin?
-Tak Tae, to ona.
-Wiesz Ji Rin, nasza Nadzieja się w tobie chyba zakochał.
Od razu zacząłem się rumienić i spuściłem głowę. Po chwili jednak podniosłem głowę i zwróciłem się do Tae.
-Kosmito ty mój, mógłbyś się zamknąć z łaski swojej i pójść?
-Eee...n-no tak.
Spuścił głowę i poszedł z resztą w kierunku naszego dormu. Kiedy już się oddalili przypomniałem sobie, że jest ze mną Ji Rin. Odwróciłem się w jej stronę i uśmiechnąłem, na co ona również się uśmiechnęła.
-Emm...nie chcę być niegrzeczny, albo coś, ale po co przyszłaś?
-Luzik arbuzik i przyszłam się z tobą spotkać, wczoraj tak fajnie mi się z tobą rozmawiało.
-A więc, co byś powiedziała na...może pójdziemy do jakiejś restauracji?
-Z chęcią, ale nie wzięłam pieniędzy.
-Nawet gdybyś wzięła to bym ci nie pozwolił zapłacić, a teraz chodź.
-Oki.
Po 10 minutach doszliśmy do pobliskiej restauracji. Zamówiliśmy dania i kiedy tylko skończyliśmy jeść wyszliśmy na spacer. Poszliśmy do pobliskiego parku. Zatrzymaliśmy się przy mostku nad jeziorem. Księżyc pięknie odbijał w tafli wody.
Nie odezwaliśmy się, tylko wpatrywaliśmy się w gwiazdy. Po chwili zebrałem w sobie odwagę. Obróciłem ją w swoją stronę i wpiłem się w jej usta. Nie odepchnęła mnie, tylko oddała pocałunek. Z chwili na chwilę stawał się coraz to bardziej namietny, w końcu się od siebie oderwaliśmy się od siebie. Przybliżyłem się do niej jeszcze bardziej i dotknąłem swoim czołem jej, uśmiechając się.
-Ji Rin kocham cię i chciałbym być twoim chlopakiem.
-Naprawdę?
-Tak. To co, zgadzasz się?
-Tak.
Rzuciła mi się na szyję, a później odprowadziłem ją do domu.
To był naprawdę wspaniały dzień...
Oczami Ji Rin
J-Hope mnie dzisiaj bardzo zdziwił. Wiem że go kocham, nawet znając go od krótszego czasu.
Kiedy już mnie odprowadził do domu od razu położyłam się spać, ponieważ od samego rana coś się źle czuję. Od razu zasnęłam.
Rano obudził mnie przeszywający ból głowy. Wstałam i od razu zaczęło mi się kręcić w głowie. Po chwili zaczęłam widzieć mroczki przed oczami, a później tylko ciemność...
Obudziłem się w szpitalu. Obok mojego łóżka siedział zapłakany Hobi.
-C-co się stało?
-Kochanie t-ty umierasz...