czwartek, 23 kwietnia 2015

Nadzieja - Rozdział 3 End

Witam. Przepraszam za tak długą przerwę, ale mam dla was kolejny i ostatni rozdział.
Przyznam, że sama się przy nim trochę popłakałam.

HOPE YOU LIKE IT!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Kochanie, t-ty umierasz.
-A-ale jak to?-nie mogłam w to uwierzyć, przecież nic mi nie było.
-Lekarze mówią, że to jakaś nieznana choroba i, i masz jeszcze 3 miesiące.
W tym momencie się rozpłakałam. Dopiero co poznałam Hobiego, który mnie naprawdę kocha, a ja jego. Dopiero niedawno jeszcze byłam taka szczęśliwa, a teraz? Czuję się jak jakaś niepotrzebna rzecz, która za chwilę zniknie i wszyscy zapomną o jej istnieniu.
Schowałam głowę w ręce, a po chwili poczułam jak przytula mnie do siebie Hobi. „Nie mogę teraz tak się rozklejać, nie mogę się poddać”. Przestałam płakać i odsunęłam się od niego, szeroko się uśmiechając, na co on również odpowiedział uśmiechem.
-Nie ma co płakać. Kiedy mnie wypisują?
-Chyba za 3 dni.
-Fajnie. A jak mnie już wypiszą to pojedziemy gdzieś od weekendu na tydzień?
-Hmm, pewnie. Tylko jest jeden problem.
-Jaki?
-Nie przeszkadzało ci by to, że pojechalibyśmy z chłopakami?
-Nie no coś ty. Będzie jeszcze fajniej.
-Dobrze. Wiesz co kotek, zostałbym, ale mamy jutro próbę od rana i muszę już wracać. Jutro wieczorem przyjdę. Kocham cię.-podszedł i pocałował mnie czule w usta.
-Em, Hobi?-zatrzymałam go jeszcze przy drzwiach-Wiesz, że cię kocham?
-Wiem.
I wyszedł. Długo jednak sama nie byłam, po chwili do mojej Sali wpadł jak poparzony mój starszy brat. W sumie jest to przyszywany, bo jest polakiem, ale kocham go jak takiego zwykłego.
-Hej Kamil.
-Boże siostra, jak mnie nastraszyłaś. Jak się czujesz? Co ci jest? Mam iść się spytać lekarzy? Kiedy cię wypisują?-zaśmiałam się z powodu napływu tylu pytań, ale po chwili spoważniałam.
-Hmm, no to może po kolei. Czuję się nawet dobrze i nie musisz iść do lekarzy bo wiem co mi jest i wypisują mnie za 3 dni.
-A ok. To co ci jest?
-Nikt nie wie.-spuściłam głowę i poczułam, jak łzy mi napływają do oczu-Ale lekarze mi dali 2 miesiące, a później, później umrę.
-C-co?
-To co usłyszałeś. Ale nie ma co rozpaczać.
-Hmm, skoro tak twierdzisz. Dobrze to ja już pójdę, nie będzie ci to przeszkadzało?
-Nie, ale w weekend jadę z moim chłopakiem i jego kolegami, chyba pod namioty albo do domku letniskowego. Na cały tydzień.
-No dobrze. Pa.
-Pa.
Teraz też długo nie byłam sama, bo chwilę później przyszła pielęgniarka, podała mi kolacje i lekarstwa i poszła. Zjadłam, wzięłam jakieś leki i zasnęłam. Miałam bardzo dziwne sny, a kiedy się obudziłam krzyczałam i od razu przybiegła jakaś pielęgniarka.
-Co się stało?
-P-przepraszam, miałam zły sen.
-Nic nie szkodzi. Nastraszyłaś mnie.-posłała mi uśmiech i skierowała się do wyjścia, później się jeszcze na chwilę zatrzymała-Dobranoc.
-Dobranoc.
Próbowałam jeszcze raz zasnąć, ale nie mogłam. Wzięłam telefon, „22:03, pewnie jeszcze nie śpi, może do niego napiszę?” .Wybrałam numer J-Hop’a i napisałam.
„Śpisz?”
„Nie, coś się stało?”
„Nie, miałam zły sen”
„Powinnaś spać, proszę spróbuj. Dla mnie :*”
„No dobrze, kocham cię :3”
„Ja ciebie też :***”

~3 dni później~

-Pamiętasz Hobi co mi obiecałeś?
-Tak, i dzisiaj już jedziemy. Cały tydzień poza Seulem. Razem z chłopkami wynajęliśmy domek nad jeziorem.
-Jak super. A o której wyjeżdżamy?
-Teraz. Widzisz tego busa? Nim jedziemy. Już cię spakowałem.
-Mam się bać?-złapałam go za rękę i się uśmiechnęłam
-Nie.
Po chwili już wszyscy jechaliśmy. Oni są naprawdę fajną grupką. Trochę popapraną, ale fajną.
Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się, a po 2 godzinach byliśmy na miejscu. Oczywiście miałam pokój z moim chłopakiem.
Kiedy się jakoś rozpakowaliśmy wszyscy poszliśmy rozpalić ognisko. Przy tym również się świetnie bawiliśmy. Nie wiem do której siedzieliśmy, ale na pewno do późna. Nawet zasnęłam na siedząco, a jak się przebudziłam zobaczyłam J-Hop’a, który mnie niesie na górę, a później kładzie się obok mnie.
Rano, dobra może nie tak rano, bo było koło 12. Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Chociaż wczoraj nic nie piłam. Obróciłam się i mojego ukochanego nie było.
Postanowiłam wstać. Chwiejnym krokiem ruszyłam na dół. Z takiej racji, że wyjście na taras było naprzeciwko schodów od razu mnie zobaczyli. Po chwili poczułam ukłucie w sercu. Złapałam się za to miejsce. Zaczęłam się zsuwać o ścianę i po chwili już nic nie czułam…

Oczami  J-Hopa

Kiedy wstałem Ji Rin jeszcze spała, więc zszedłem na dół i usiadłem na tarasie z chłopakami.
-A gdzie Ji Rin?-Jin zaprzestał jedzenia śniadania i spojrzał na mnie.
-Jeszcze śpi.
Po chwili zobaczyłem jak schodzi po schodach, więc zacząłem iść w jej kierunku. Wtedy zaczęła się zsuwać po ścianie. Od razu się zerwałem i zacząłem ocucać. Na nic nie reagowała. Łzy zaczęły mi spływać po oczach. Sprawdziłem puls. Nic. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem po pogotowie.
Przyjechali po 20 minutach, w tym czasie próbowaliśmy ją reanimować. Na próżno.
Kiedy tylko zaczęli sprawdzać jej stan, od razu odnotowali zgon.
Osunąłem się na ziemię i zacząłem płakać jak małe dziecko. Zabrali ją. Od razu zaczęli mnie pocieszać.
-Ona miała żyć. Miała żyć jeszcze przez 2 miesiące. To nie może być prawda…

~tydzień później~

Pogrzeb był jak każdy inny. Wszyscy ubrani na czarno, wszyscy smutni. Niektórzy płaczą, a inni próbują powstrzymać łzy. Ja nie próbowałem.
Siedziałem przy jej grobie do wieczora, a razem ze mną chłopaki. Stali za mną cały czas, a ja tylko klęczałem i płakałem.
-Dlaczego mi to zrobiłaś? Przecież ja cię kochałem.
Siedziałem minutę w ciszy, a później wstałem, wytrzepałem ziemię ze spodni i odwróciłem się do chłopaków.
-Możemy jechać.

~~*~~

Teraz już nic nie jest takie samo.

Codziennie przychodziłem do niej na grób i z nią rozmawiałem, pomimo tego, że to tylko ja mówiłem…




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz